Rozmowa z Justyną Winiarczyk, czyli English Speaking Mum

Rozmawiam dziś z Justyną Winiarczyk, czyli EnglishSpeakingMum, która skutecznie wprowadza nas w świat dwujęzyczności zamierzonej. Rozmawiamy m.in. o tym, że czasami lepiej jest być biznesowo tu i teraz zamiast z planem i wielką strategią.

Hej Justyna, bardzo mi miło gościć Ciebie na moim blogu. Powiedz, w jakim momencie zawodowym teraz jesteś?

Od 2 lat prowadzę własną firmę: sklep internetowy z materiałami dla rodziców chcących wspierać przyswajanie języków przez swoje dzieci w domu, bloga na temat dwujęzyczności zamierzonej oraz konta na Instagramie (15 tys. obserwujących) i Facebooku (5 tysięcy obserwujących). Sprzedałam swoje e-booki w liczbie ponad 3 tys. egzemplarzy. Samodzielnie wydałam 4 książki dla dzieci, więc prowadzę poniekąd również małe wydawnictwo. 

Od czego właściwie zaczęło się EnglishSpeakingMum?

Bardzo niecodziennie, bo od… produktu. Jako mamie wychowującej swoje dziecko w dwujęzyczności zamierzonej (mówię do synka i po polsku i po angielsku) brakowało mi rzetelnych materiałów ze słownictwem codziennym oraz “dzieciowym”. Mimo bardzo dobrej znajomości języka angielskiego po studiach językowych często nie miałam pewności co do zwrotów potocznych oraz tych pochodzących ze świata dziecięcego (ponieważ nie uczymy się ich na kursach ani studiach). Zaczęłam sobie te zwroty spisywać, robić własny research w Internecie. Następnie postanowiłam skonsultować moje materiały z native speakerami, więc opłaciłam tłumaczy i korektorów z UK i USA, aby przeczytali go o nanieśli swoje uwagi. Po długich godzinach konsultacji mejlowych narodził się e-book ‘English for Mummies and Daddies’. Aby go sprzedawać założyłam bloga i sklep (to pierwsze także z potrzeby po prostu pisania na temat mojej pasji) i… tak to się zaczęło.  Jak widać drogi mogą być naprawdę różne.

Jakie były Twoje początkowe oczekiwania względem nowej działalności?

Nie miałam żadnych. E-booka i tak stworzyłabym dla siebie. Widziałam na grupach tematycznych na Facebooku, że nie jestem w tej potrzebie sama. Miałam więc oczywiście nadzieje, że skorzystają z niego także inni rodzice, ale nie było to przemyślane działanie poprzedzone badaniami rynku 😊 Bloga i Instagram i tak potrzebowałam założyć, bo za bardzo świerzbiły mnie palce – potrzebowałam pisać na temat mojej pasji i promować w Polsce idee dwujęzyczności zamierzonej, która nie jest jeszcze za bardzo popularna.

Co było punktem zapalanym, aby zrobić kolejne kroki biznesowe?

Na pewno pierwszym najważniejszym był ogromny sukces ebooka. Zostałam zasypana entuzjastycznymi opiniami i prośbami o kolejne materiały. To dodało mi wiatru w żagle. Krok po kroku rozbudowywałam swoja stronę, uczyłam się tworzenia estetycznych grafik, tego jak działać w mediach społecznościowych, budowałam bazę newslettera, tworzyłam nowe produkty.

Kto był dla Ciebie największym wsparciem na początku prowadzenia biznesu?

Mam ten luksus, że mam od zawsze rodzinę po swojej stronie, a to już bardzo dużo. Nie musiałam nikogo do niczego przekonywać: dostaję wolna rękę i czas na pracę. Na sam ym początku wysłałam swojego ebooka do grupki dziewczyn, które prowadziły swoje blogi. Od kilku z nich dostałam masę wsparcia mentalnego, merytorycznego a także w postaci polecenia dalej na swoich kanałach. Dziś sama staram się pomagać w ten sposób innym.

Hmmm… a może był ktoś, kto podcinał skrzydła?

Nie, nie było takich osób. Jedynie takie, które świadomie nie pomogły mi wtedy, gdy zaczynałam. Miały do tego prawo.

Jedna rada dla początkującej biznesowo Ciebie, którą dałabyś sobie dziś, mając już to doświadczenie, które masz.

Nie trzeba się tak przejmować – nie musi być idealnie, aby było dobrze. Do tego niestety chyba trzeba dojrzeć samemu. Zaliczyć kilka fakupów i dostać kilka mniej przychylnych uwag, aby zacząć się uodparniać. Nie osiągnęłam jeszcze mistrzostwa w tej dziedzinie, ale już do pomyłek podchodzę na o wiele większym luzie.

Biorę te słowa do serca! Justyna, chciałabyś może podzielić się swoimi dalszymi planami dla rozwoju EnglishSpeakingMum?

Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie, bo nie jestem człowiekiem z planem. Chociaż eksperci często zalecają wytyczanie strategii i celów długoterminowych, ja wolę być po prostu tu i teraz. Uważam, że nasza rzeczywistość zbyt szybko się zmienia, abyśmy byli w stanie cokolwiek zaplanować, tym bardziej działając w mediach społecznościowych. Niemal z dnia na dzień porzuciłam swoją pracę jako tłumacz, aby spróbować czegoś nowego – swojego biznesu. Tutaj też z dnia na dzień chcę po prostu podejmować decyzje, które pozwolą mi zostać w zgodzie z samą sobą i czerpać radość z tego, co robię. Głowa pęka mi od pomysłów. Często do ich realizacji przechodzę niemal od razu, gdy poczuję, że „to jest to”. Daję sobie wolność próbowania różnych rzeczy i sprawdzania, jak wyjdą. Koniec końców chcę po prostu pracować mniej, cieszyć się życiem i biznesem, który kręci się przy minimalnym moim udziale (gdy już wcielę wszystkie moje pomysły w życie!). To byłoby spełnienie moich marzeń.

Z planem czy bez – życzę Ci spełnienia tych marzeń.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Dziękuję Ci również bardzo 😊

Podobne wpisy

Dodaj komentarz