O kulisach powstawania biznesu pięknej fotografii (i nie tylko) opowie dziś Justyna Butlańska. Serdecznie zapraszam.
A później koniecznie podziwiajcie dzieła Justyny!

Justyna, o tym, że tworzysz przepiękne rzeczy można przekonać się wchodząc już na Twój profil (i to nie jeden!) na Instagramie. Od czego się zaczęło?
Bardzo mi miło to słyszeć, dziękuję.
Od czego się zaczęło hm… chyba zawsze byłam typem człowieka, że chciałabym robić wiele rzeczy na raz. Jeśli chodzi o konta na Instagramie to jakieś 15 lat temu pisałam bloga o tematyce kosmetycznej. Potem pojawił się Instagram i od razu przeniosłam się tam. Konto się super rozwijało ja pracowałam między innymi w drogerii, potem w Wittchenie i też jako stylistka paznokci.
W między czasie od zawsze robiłam zdjęcia. Był etap że zaczęłam pracę w hotelu na recepcji, ale po paru miesiącach postanowiłam zaryzykować i otworzyć własną działalność… i tak od prawie 4 lat mam własną firmę i jestem fotografem.
Ostatnio będąc na zwolnieniu chciałam stworzyć dla siebie biżuterię i tak niespodziewanie powstała moja marka Little Lily 😉
Jeśli chodzi o fotografię to nadal ona jest, absolutnie z tego nie rezygnuję i w tym momencie skupiam się na marce osobistej i wprowadzeniu produktów online czyli tutoriale, kursy.
Jak wspominasz tamten czas, kiedy zdecydowałaś się otworzyć swoją działalność?
Wspominam super 😉
Było we mnie wtedy sporo różnych emocji od strachu, ekscytacji po złość.
Najgorszy był moment w którym sama pisałam biznesplan gdzie nie przespałam kilka nocy i potrafiłam płakać z nerwów i bezsilności, bo nie znoszę takiej papierologii 😉 Na szczęście się nie poddałam 🙂 Nie wiedziałam czy mi to pójdzie, czy będę mieć na tyle klientów więc to był ten największy strach.
Właśnie… nie poddałaś się! Jak myślisz, co wtedy sprawiało, że jednak mimo nieprzespanych nocy i nerwów dałaś radę?
Chęć spełnienia marzenia o tej firmie 😉 To było marzenie które dusiłam w sobie dobrych kilka lat ale zawsze się bałam.
W tamtym momencie pomyślałam, że pomimo tego nie poddam się i osiągnę ten cel i tak też się stało.
Pamiętasz te obawy, które miałaś przez te kilka lat, marząc jednocześnie o swojej firmie?
No jasne, że tak 😉
Czego się wtedy obawiałaś?
Zostawić pracę gdzie miałam stałą pensje. Bałam się też czy mi to pójdzie, czy będę mieć klientów i czy ja się nadam do bycia sobie samej szefem 😉
I jak się czujesz jako sw oja szefowa?
Cudownie bo robię to co kocham i idę do pracy z przyjemnością a nie bo muszę.
Minusem jest tylko brak samodyscypliny bo jednak jak masz szefa nad sobą to robisz to co musisz na już, a ja wiecznie wszystko odkładam na ostatnią chwilę, ale nie żałuję tej decyzji.
Brzmi świetnie, gratuluję!
Wróćmy na moment do biznesplanu, który pisałaś przed otwarciem firmy. Zdradzisz kilka szczegółów z tych nieprzespanych nocy? 😊
Oj, jak to sobie teraz przypominam to czuję ogromną ulgę, że mam to za sobą 🙂 Chyba na tamten moment było wszystkiego do ogarnięcia za dużo i to się skumulowało. Cały proces starania się o dotacje to szkolenia po 12 godz. całe weekendy, rozmowy z psychologiem, szkolenia z księgowości itp. Na koniec przyszło napisać biznes plan i już trzeba było wiedzieć mniej przewidzieć jak to wszystko będzie wyglądało. Ile sesji będę robiła miesięcznie, wypisać wszystkie koszty, takie kalkulacje jak to będzie w przeciągu miesiąca, pół roku czy też w ciągu roku, cały rozwój przyszłej firmy. Do tego musiałam wiedzieć jak to wydatkuję co do grosza czyli koszty zakupów, jak ja jeszcze sama nie wiedziałam gdzie co i w jakiej cenie będzie.
Ogólnie dużo ekonomii i finansów tak było, więc to mnie pokonało i to był jedyny moment że już myślałam, że się poddam.
Ufff, masz to już na szczęście za sobą! Przyznam szczerze, że i moje wspomnienia z pisania biznesplanu właśnie powróciły… ale nie o mnie dziś, tylko o Tobie.
Justyna, kto Cię wspierał podczas zakładania firmy?
No to też pewnie miałaś trochę nerwów przy tym biznesplanie 😉
Kto mnie wspierał? Moi bliscy. Chociaż na początku za dużo osób o tym nie wiedziało. Zawsze się boję, że mogę coś zapeszyć i wolę mówić jak już jestem czegoś pewna.
Ale do początku wiedział o tym mój mąż i moi rodzice więc miałam najlepsze wsparcie. Cały czas mi mówili, że we mnie wierzą i że co by nie było ja sobie poradzę. Wiedzą, że jestem uparta ale i zawzięta i nigdy nie odpuszczam jeśli czegoś chcę.
Uparta, zawzięta, nie odpuszcza – to brzmi jak dobry przepis na sukces! 🙂
Justyna, jedna rada dla osoby, która chciałaby założyć podobny biznes do Twojego, ale ma obawy. Co mogłabyś takiej osobie powiedzieć?
Idź naprzód po swoje marzenia, a jeśli się boisz to pamiętaj, że za tym strachem czeka Cię sukces 😉
No to lecimy po marzenia! Dzięki za rozmowę.
Ja również dziękuje 😉
